Category Archives: My z Warszawy

SŁABOŚĆ SILNĄ STRONĄ

Słabość Bliklów do sztuki okazywała się nie­raz silną stroną firmy. Zresztą pod tym względem cukiernicy warszawscy nie byli niczym wyjątko­wym — kultura stolicy niemało zawdzięcza swoim światłym szewcom, kupcom i pigularzom. Tylko część wybitnych gości odwiedzała cukiernię Bliklego, kierując się maksymą

LICZNA GROMADA

Liczna gromada włościan wilanowskich w swych od­świętnych granatowych sukmanach wyprzęgła konie i pociągnęła powóz. Koło cukierni Bliklego Paderew­ski pokazał ją żonie, mówiąc: — Tu zwykle zachodzi­łem z konserwatorium i kilka razy grałem”.Zaczęło się wszystko od aktorskiej giełdy. Waydel Dmochowska wspomina:

Z SENSTYMENTEM

Na giełdzie aktorskiej bywali również dyrektorzy teatrów, tu pod­pisywano kontrakty, pobierano a conta”.„Smutek na twarzach jednych, uśmiech na drugich, lęk przed niepewnym jutrem i jaśniejsze nadzieje. Przechodzień widział nieraz za szybą charakterystycz­ne twarze tych ludzi. Niejeden wspomina je z senty­mentem” pisze

WSZYSCY WSPOMINAJĄ

Wszyscy  od Kraushara i Gomulickiego do Grzymały-Siedleckiego, Wroczyńskiego, Zelwerowicza i Filiera — w swych książkach wspominają Bliklow- ską cukiernię i jej znaczenie w życiu obyczajowo- -kułturalnym stolicy. Wszystkie te wspomnienia do­tyczą pierwszego etapu istnienia placówki, to znaczy do czasu jej

KOLEDZY-AKTORZY

Młodzi aktorzy lokowali się w drugim po­koju od frontu. Był jeszcze pokój bilardowy — tam również przesiadywaliśmy dla zasięgnięcia pewnych informacji, dotyczących dyrektorów… Pokój, w któ­rym siadywaliśmy, był wypełniony do ostatniego miejsca, jak na jakimś występie sławnej gwiazdy ka­baretowej. Ci

LOKAL REPREZENTACYJNY

Nie znałem tego zwyczaju, zapytałem więc Hieronima, co to znaczy: «Mam polecenie od pana Bliklego, żeby was wspomagać do czasu engagementu»… Często po­życzał z własnej kiesy. I tak trwało, dopóki pewnego dnia nie zaczęto przebudowy, przekształcając cukier­nię w lokal reprezentacyjny

Z SZATNIĄ I SZYNKAMI

A działo się to wszystko w czasach, gdy warsza­wianki nosiły tiurniury, na których można było po­stawić filiżankę kawy, a pod oknami cukien:i prze­jeżdżały ciągnięto końmi żółte omnibusy, zwane „ka­narkami”; mieściły dwunastu pasażerów, których przewoziły za 10 groszy z placu Zamkowego

SZCZEGÓLNY KLIMAT STAREJ CUKIERNI

Co decydowało o szczególnym klimacie starej cu­kierni? Stoliki o czarnych marmurowych blatach (pierwotne białe blaty, porysowaneprzez klientów, zmieniono na czarne), gięte krzesła i kanapki pokryte pluszem bordo? Duże lustra w złoconych ramach czy sufit w wymyślne  płaskorzeźby? Może ciężki bufet

DUŻO WYSIŁKU

Pod wieczór wszystko to ogarniał ciepły blask ga­zowych lamp… No tak, lecz oto pewnego dnia — w początkach lat dwudziestych naszego już stulecia — przytulna cukierenka przekształciła się w lokal na wysoki połysk, „z szatnią i szykanami”. Koronny okaz secesji,

COŚ Z ATMOSFERY GIEŁDY

Coś z atmosfery giełdy aktorskiej przeniknęło do drugiego wcielenia cukierni, coś zapewne przeminęło bezpowrotnie. Z biegiem lat uformowała się nowa pu­bliczność lokalu. Kawiarnia Bliklego była przecież (obok Lourse’a i Semadeniego) ulubionym miejscem spotkań elity artystycznej miasta. Siadywali tu mu­zycy: Żurawlew,

MIESZANINA,CIAST I KONFITUR

Z rozczuleniem wspomina te czasy wybitny praw­nik, profesor Eugeniusz Jarra: „Jak żywo widzę cię, kochane miejsce moich odpoczynków, spotkań i słodyczowej aprowizacji; mógłbym poustawiać wszystko na dawnych sprzed lat miejscach… Otwieram drzwi i uderza mnie zapach «bliklowski»: mieszanina ciast, konfitur,

MOC STOLIKÓW

W głębi wnęka i tam, a również na prawo, moc stolików z marmurowymi blatami, na nich bogaty serwis gazet, między nimi kelnerzy z serwetkami pod pachą”. Nie bardzo wia­domo, czy młody brunet był Antonim Wiesławem czy Jerzym w latach jego